Twitter i Facebook zbanowały skrajnie prawicowe grupy. Gdzie się przeniosły?

Po atakach na Kapitol USA 6 stycznia 2021 r. platformy mediów społecznościowych Facebook (NASDAQ: FB), Twitter (NYSE: TWTR) oraz Youtube (NASDAQ: GOOGL) zbanowały ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w związku z twierdzeniami, że lider MAGA podżegał do powstania. Wraz z Trumpem odeszła znaczna część skrajnej prawicy, a teraz grupy te walczą o zdobycie innego miejsca w sieci.

W okresie poprzedzającym wybory w 2020 r. na głównych platformach mediów społecznościowych szerzyły się skrajnie prawicowe teorie spiskowe i wezwania do przemocy. Zwłaszcza QAnon od dawna utrzymywał się w sieci, a jego zwolennicy byli przekonani, że Trump wygra wybory w 2020 roku i że pozostanie na stanowisku, aby zdemaskować fikcyjną grupę satanistów-pedofili, która rzekomo kieruje rządem i Hollywood.

Jednak gdy stało się jasne, że Trump nie odniesie zwycięstwa, Q zamilkł, a profile Trumpa zostały następnie zawieszone. W próżni pozostawionej przez te główne postacie, zwolennicy, którzy mogli być również zbanowani, rozproszyli się po ciemnych zakamarkach internetu, potencjalnie przyjmując jeszcze bardziej ekstremalne stanowiska.

"Usunięcie z platformy... spowodowało wielkie rozproszenie, gdzie grupy, które zostały zbanowane lub grupy, które wierzyły, że ich usunięcie jest nieuchronne lub zbliża się wielkimi krokami w tej gigantycznej grze w gorące krzesła, przeskakują z platformy na platformę", powiedział NPR ekspert ds. radykalizmu Jared Holt z Atlantic Council's Digital Forensic Research Lab.

Aplikacja szyfrująca wiadomości, Telegram, jest jednym z popularnych miejsc, podobnie jak serwisy streamingowe DLive i Rumble oraz platformy społecznościowe, takie jak Parler, Gab i Gettr. Jak dotąd żadna strona nie wyłoniła się jako nowe centrum myśli skrajnie prawicowej, częściowo dlatego, że popularne osobistości, takie jak dyrektor generalny MyPillow Mike Lindell, a teraz sam Trump, planują stworzyć własne platformy mediów społecznościowych.

"Usunęli mojego Twittera, usunęli YouTube'a, usunęli Vimeo. Powiedziałem, że musimy coś wymyślić, aby odzyskać nasze głosy" - powiedział Lindell podczas majowej premiery swojej platformy.

Platforma społecznościowa Trumpa nie została jeszcze uruchomiona, a firma jest obecnie przedmiotem dochodzenia amerykańskich regulatorów.

Podczas gdy eksperci twierdzą, że to dobrze, że źli działacze, tacy jak ci, którzy podsycali kampanię Stop the Steal, mają ograniczony zasięg, zwolennicy tych ideologii są teraz skupieni na alternatywnych platformach, gdzie ich głosy odbijają się echem. Mimo to, potencjalnym złym działaczom na tych stronach będzie o wiele trudniej zdobyć zwolenników w sieci, dlatego dostosowują się oni do nowego krajobrazu.

Zamiast skupiać się na wielkich ruchach internetowych, grupy skrajnie prawicowe działają teraz na poziomie lokalnym, organizując protesty na posiedzeniach rady miejskiej i rady szkoły w sprawie szczepionek, masek i tego, jak dzieci są uczone o rasie w szkole. Działania te nie są może tak szeroko nagłaśniane w mediach, ale eksperci od radykalizmu twierdzą, że nie oznacza to, iż grupy te stały się mniejszym zagrożeniem.

"Trzeba się przyjrzeć sprawie prawie na poziomie hrabstwa, aby zrozumieć, co się dzieje i jak to, co dzieje się online, jest związane z tym, co dzieje się offline" - powiedziała NPR badaczka Candace Rondeaux z think tanku New America.

Ten bardziej rozproszony ruch może być w rzeczywistości trudniejszy do zwalczenia niż jego wściekły, powstańczy poprzednik, ze względu na trudność w ustaleniu, gdzie dokładnie te działania mają miejsce i kto je prowadzi.