Mitch McConnell, lider większości republikańskiej w Senacie, nie zdołał zebrać wystarczającej liczby głosów za przyjęciem nowej ustawy o systemie opieki zdrowotnej, mającej zastąpić Obamacare. Projekt krytykowali zarówno Demokraci, jak i Republikanie. Z najnowszych szacunków wynika, że ustawa pozbawiłaby ubezpieczenia 22 miliony Amerykanów. Zakłada ona również ograniczenie finansowania programu Medicaid, obejmującego rodziny o niskich dochodach. Opinie Republikanów są podzielone, zaś Demokraci zdecydowanie sprzeciwiają się zmianom. Ed Markey, senator ze stanu Massachussets, stwierdził, że projekt ustawy został "stworzony przez bogatych i dla bogatych, aby zagwarantować im gigantyczną ulgę podatkową, zaś zwykłe rodziny pozbawia opieki zdrowotnej".

Debata wokół nowej ustawy ucichła jednak na chwilę, gdy prezenterzy programu "Morning Joe" - Mika Brzezinski i Joe Scarborough - zostali zaatakowani przez Trumpa na Twitterze. Prezydent napisał: "Słyszałem, że w kiepsko ocenianym @Morning_Joe źle o mnie mówią (już nie oglądam). W takim razie jak to możliwe, że Wariatka Mika o niskim IQ i Psychol Joe odwiedzali mnie w Mar-a-Lago przez 3 dni z rzędu w okolicach sylwestra i chcieli do mnie dołączyć? Ona krwawiła mocno po liftingu twarzy. Powiedziałem: nie!" Tweety zostały skrytykowane przez członków obu partii. Senator Partii Republikańskiej Lindsey Graham napisała: "Panie Prezydencie, Pański tweet nie licuje z godnością urzędu i obrazuje nie potęgę Ameryki, lecz problemy amerykańskiej polityki". Również Scarborough i Brzezinski odpowiedzieli Trumpowi, zaprzeczając, jakoby byli w Mar-a-Lago. Brzezinski stwierdziła: "To, czy tweety prezydenta są wycelowane we mnie... nie obchodzi mnie ani trochę. Obchodzą mnie one w kontekście naszego państwa. [Trump] ma najwyraźniej wątłe, porywcze, dziecinne ego, które ujawnia się co chwilę, zwłaszcza wobec kobiet. Wygląda na to, że nie potrafi znieść krytyki". Scarborough oświadczył natomiast: "Atakuje kobiety, ponieważ się ich boi".

Gospodarze programu
Gospodarze programu "Morning Joe": Joe Scarborough i Mika Brzezinski

Nawiązując do kontrowersji wywołanych przez słowa prezydenta, należy wspomnieć, że jego administracja zaczęła po cichu wygaszać Radę Białego Domu ds. Kobiet i Dziewcząt, utworzoną przez Baracka Obamę. Zadaniem Rady miało być utrzymywanie kontaktu ze środowiskami kobiet i obserwowanie skutków zmian polityki wobec nich. Odpowiedzialność za walkę o prawa kobiet spadła jednak w większości na Ivankę Trump. Brakuje działającego urzędu, z którym można by się konsultować. Betsy Myers, szefowa Biura Inicjatyw i Wsparcia Kobiet za rządów Billa Clintona, stwierdziła: "W tym problem, nie można się zwrócić do nikogo poza Ivanką. Bez zatrudnionej na pełen etat osoby, która pokierowałaby zespołem, nie uda się wprowadzić żadnych zmian na rzecz kobiet". Liczne środowiska kobiet są rozczarowane, lecz nie zdziwione odwróceniem sytuacji na niekorzyść. "Miło było mieć empatyczny rząd" - stwierdziła Deborah Holmes, szefowa działu komunikacji i zaangażowania Women's Funding Network. "Już dawno nauczyłyśmy się, że nie możemy zakładać, że innym zawsze będzie na nas zależeć".